Agresja – c.d.
Czy ja za stara już jestem, czy nie umiem się bawić? Mam 26 lat i czasem ochotę najzwyczajniej w świecie pobawić się, wytańczyć i poskakać. Ostatnio próba poimprezowania wyglądała tak:
Wtorkowa rockoteka, 20 października, Kreślarnia. Na parkiecie spory tłum. Wiecie jaka jest dziś ulubiona zabawa „tańczących”? Biorą spory rozpęd i zderzają się ze sobą, przewracając, popychając i mocno szturchając innych. Myślałam, że się wścieknę.
Najbardziej rozbrykany punk (chyba, bo się już w tych emo i innych pogubiłam) po chwili miał już rozbity łokieć. Nie chciałam ryzykować, że pokrwawi mi ubranie więc wróciłam do stolika.
W międzyczasie parkiet wzbogacił się o awangardowe ozdoby w postaci pobitych pokali. Ryzyko poważniejszej kontuzji w postaci rany ciętej nie odstraszyło jurnych chłopców, którzy zdawało się, że niedawno pozbyli się trądzika młodzieńczego, od dziwnych samczych godów.
Najciekawsze, a może najbardziej przerażające jest to, że piętro niżej, przy wejściu, siedziało sobie czterech rosłych (opasłych?) ochroniarzy. Pili soczek, wcinali ciacho i pilnowali, żeby każdy zapłacił 5 zł za wstęp. Nie zainteresowało ich, co się dzieje na parkiecie. Gaworzyli radośnie, a na parkiecie krwawiący koleś ewidentnie szukał zaczepki.
Agresor mi się włącza w takich przypadkach.
No i gdzie się bawić?

