platforma blogowa portalu głos koszaliński

Chaos kulturowy

Mętlik mili Państwo i nic więcej. Pojechałam wczoraj do Ustronia Morskiego i poczułam się… jak na targu w góralskiej Jabłonce. Handlowcy w sezonie uprawiają misz-masz, a Ciebie kliencie, gdyby przetransportowano z zamkniętymi oczami, nie odgadłbyś czy to Tatry czy morze.

Oto spaceruję sobie główną ulicą nadmorskiego miasteczka i zakupowiczów z wypchanymi portfelami kusi taki przybytek:

chata

Fot. Joanna Krężelewska

Można sobie kupić baranią skórę, albo gustowną figurkę górala. Pamiątka z nad Bałtyku, że hej (oczywiście góralskie hej!).  Wydawało mi się, że to produkty kulturowe, które można nabyć drogą kupna tylko na określonej wysokości nad poziomem morza. Pomyliłam się. Co ciekawe, na targu we wspomnianej Jabłonce zauważyłam pamiątki, które zarezerwowane były moim zdaniem dla kurortów w naszym regionie (piasek, który możemy obracać w szklanej ramce). Z kolei smakoszy w innych miejscowościach kusiła świeża rybka, a u nas można wcinać „prawdziwego” oscypka z grilla. Poważnie. Pytomy Wos piyknie na góralskie jadło, a w menu dorsz.

I klops.

Nie podoba mi się ten chaos. To nachalne ujednolicenie. Przecież w tym właśnie siła, czym jedno miasto od innego jest różne. Turyści nie będą zadowoleni, jeśli klimat okołohandlowy będzie identyczny w każdym zakątku Polski. Bo przecież walory przyrodnicze i atrakcje danego miejsca to jedno, ale kupować turysta też lubi. Więc niech ma różnorodność, a nie wszędzie to samo.

* * *

I jeszcze z innej beczki. We wspomnianym Ustroniu Morskim znalazłam siostrę bliźniaczkę pomnikowej kobiety z poprzedniego wpisu. Równie urocza…

siostra

Fot. Joanna Krężelewska

Ps. Lady Jazz, skoro inspiruję, to o życiu nocnym w Koszalinie będzie następnym razem. Już pisałam na ten temat na łamach tygodnika „Teraz Koszalin”, ale mam kilka nowych spostrzeżeń. To dowód, że Ty też inspirujesz;)