Qltura kapelutków
Kiedyś uważałam, że największy komplement, jakim zostałam jak to się mówi kopnięta, brzmiał: “Aśka, ty jeździsz jak facet”. Dziś wolę być za kółkiem sobą, a po dziewięciu latach obserwowania innych kierowców, wcale nie uważam, że panowie są szczególnie predysponowani do bycia w tej materii lepszymi. Zresztą, nie wprowadzajmy współzawodnictwa płci. Dziś o czymś innym.
Jeżdżę dużo, bo muszę i lubię. Nie uważam się za ekspertkę od typologii kierowców, ale swoje zdanie, w terenie wyrobione, mam. Najniebezpieczniejszym egzemplarzem kierowcy jest dla mnie bez dwóch zdań pan (!) w kapelutku tudzież innym bereciszu, który próbuje okiełznać pojazd mechaniczny z pozycji fotela przysuniętego maksymalnie do przedniej szyby. Zanim spadną gromy na mą rozczochraną głowę – słowo wyjaśnienia. Nie mam nic przeciwko starszym osobom za kółkiem. O ile oczywiście osoby te nie mają przeciwwskazań zdrowotnych.
Kilka razy zdarzyło mi się cudem uskoczyć (jako kierowca i pieszy) przed autem takiego jegomościa.
Oto cechy charakterystyczne kapelutków: jak sama nazwa wskazuje, obowiązkowe jest nakrycie głowy, często uniemożliwiające swobodne nią kręcenie, w skrajnych przypadkach ograniczające pole widzenia; często jedzie środkiem drogi, naruszając integralną część lewego pasa (stąd również ksywa półpasiec); prawa i lewa półkula mózgu zdają się nie pracować równocześnie, przy czym jedna odpowiada za obsługiwanie kierownicy, druga winna pamiętać, że przy skręcaniu używać należy kierunkowskazów; spowolnione reakcje; zainteresowanie urokliwymi kamienicami, zielenią miejską czy też kościelną wieżą utrudnia koncentrację na drodze. Poza miastem typ rzadko spotykany. Jeśli już, to porusza się z prędkością szkapy z „Naszej szkapy” i za klejnoty Elżbiety II nie zjedzie na prawą stronę przy próbie wyprzedzenia.
Mam jeden wniosek formalny. Chciałabym, żeby prawo polskie nakazało wreszcie kierowcom terminowych obowiązkowych badań lekarskich. Załóżmy co pięć lat. Ich celem jest przecież wykrycie potencjalnych przeciwwskazań zdrowotnych (fizycznych i psychicznych) do prowadzenia pojazdu. I nie ma się tu o co oburzać. Leży to w gestii nas wszystkich – użytkowników dróg, ale i chodników.
A czy Wy macie podobne obserwacje, dotyczące kierowców? Może stworzymy galerię typów i osobliwości? Piszcie na maila: joanna.krezelewska@gk24.pl lub w komentarzach.

