„Zaginiony symbol”
Choć kolega mój, miłośnik dobrej książki, nie omieszkał okrasić zgryźliwym komentarzem faktu, że sięgam po Tego Typu Czytadła, na najnowszą książkę Dana Browna czekałam niecierpliwie. Po prostu lubię ten stan, kiedy książka wprost przykleja się do dłoni i, choć zegarek pokazuje drugą w nocy, chce się przeczytać jeszcze kilka stron. Taki był „Kod Leonarda da Vinci”. Takie były „Anioły i Demony”. I choć klej nieco słabszy, taki jest „Zaginiony symbol”.
Czytając pierwsze kilkadziesiąt stron miałam wrażenie, że Brown zwraca zbyt wielką uwagę na każde słowo. Przez to niektóre dialogi stały się absolutnie nienaturalne i brzmiały w ustach bohaterów raczej jak hasła z encyklopedii.
Powieść nie jest też nowatorska. Autor zastosował ten sam chwyt, co w poprzednich książkach: krótkie rozdziały, akcja pokazana z perspektywy kilku bohaterów. To absolutnie nie jest zarzut, bo pisząc w ten deseń i publikując co dwa, trzy lata Brown ma szansę zbić sporą fortunę.
A teraz do sedna. Mamy bowiem całkiem niezły triller, w którym wszystko zaczyna się od wysokiego C. Znany doskonale czytelnikom spec od symboli wszelakich profesor Robert Langdon przybywa do Capitolu, by wygłosić prelekcję. Tam zamiast tłumu żądnych mistycznej wiedzy czeka na niego odcięta dłoń. A że Robert zna jej właściciela, czeka go pełne niebezpiecznych przygód 12 godzin. Stawka jest wysoka – gra toczy się nie tylko o kila istnień ludzkich, ale też skarb masonów, który może obdarzyć nieograniczoną wiedzą i władzą.
Zwroty akcji, umiejętnie budowane napięcie – tego książce nie brakuje, dlatego gorąco ją polecam. O jednym jednak pamiętajmy: Brown miesza z fikcją literacką nieco faktów, co jest dość niebezpieczne i może wprowadzić w błąd kogoś, kto potraktuje książkę jako podręcznik. Po raz kolejny z jego prozą jest z jak fast foodem – dobre, sycące, ale wartości odżywczych mu trochę brakuje.


4 marzec 2010 (Czwartek), godz. 11:40
Ja tam wolę książki z serii WSZYSTKO DLA PAŃ
Anyway, w tym miesiącu się okaże, czy moja książka pójdzie do wydania, mam nadzieję, że jeśli będzie ok, to się tu recenzja ukaże